Wczoraj w nocy, powiedziałam swojemu aniołowi stróżowi, żeby wypierdalał.Niech czuwa nad kimś kto tego potrzebuje. Ja się kończę.I wtedy poczułam spokój. Anioł przysiadł na mojej uniesionej stopie, ukrył twarz w piórach i przez krótką chwilę szlochał. Gdy otworzył okno,rzucił jeszcze na odchodnym: „ Jesteś najpodlejszą istotą na Ziemi” -------------------------------------------------------------------------------------------------
Wczoraj w nocy, powiedziałam swojemu aniołowi stróżowi, żeby wypierdalał.Chciałabym napisać, że błąka się wciąż po osiedlu, zaglądając do śmietników.Że stara się upodobnić do nikomu nie potrzebnych żuli osiedlowych,że tęskni. Chciałabym napisać że tęskni za mną,że świetlna egzystencja straciła dla niego znaczenie. Że Bóg zapisał go do niebieskiej grupy terapeutycznej.Że skrzydła mu linieją.Że podlatuje co jakiś czas i puka w moje okno,woła, płacze. Chciałabym napisać,że upija się deszczem i kaleczy gradem, że zaprzyjaźnił się z kilkoma demonami. Że uciekł z domu na zawsze. Że Bóg razem ze swoimi zastępami umieścił jego zdjęcie na Amerykańskich kartonach z mlekiem z podpisem:ZAGINIONY
Ale tak nie jest.
Mój Anioł Stróż nie chce mnie już pamiętać. Ma inną osobę, nad którą roztacza swoje całkiem zdrowe i wolne od tęsknoty pióra.
Ale tak nie jest.
Mój Anioł Stróż siedzi w kafejce internetowej, z cygarem w zębach i przegląda strony z pornografią. Onanizuje się pod klawiaturą i zaciska mocno palce u stóp. Prawie w pięści.
Ale tak nie jest.
Mój Anioł Stróż dostał srebrny order, za to, że tak długo ze mną wytrzymał. Awansował, teraz opiekuje się małą, złotowłosą dziewczynką, która rano i wieczorem modli się do Boga o zdrowie dla mamusi o zdrowie dla tatusia o zdrowie dla babci i dziadziusia, o pokój na świecie , o wymazanie poczucia głodu z małych etiopskich brzuszków, o wypełnienie zalanych łzami oczu matek żołnierzy czystą jasnością i nadzieją.
Ale tak nie jest.
Mój Anioł Stróż zamieszkał w moim łóżku, dotyka mnie wieczorem szybko, zostawiając czerwone ślady na skórze. Bierze mnie siłą, gryzie , drapie, zatyka usta swoimi sczerniałymi od żalu piórami . Rano zakłada spodnie, pluje mi w twarz i wychodzi cedząc przez zęby: „Lepiej, żebyś wieczorem tu była. Tylko nie zapomnij się umyć, śmierdzisz jak szmata.”
Ale tak nie jest.
Mój Anioł Stróż szlocha nad moją klawiaturą. Te litery zapisane jego łzami.
-Wypierdalaj- mówię.
Mój Anioł Stróż Ale tak nie jest. -------------------------------------------------------------------------------------------------
13.06.2008 Postanowiłam się dziś wybrać do kina. Nie wiedziałam o czym ma być film. Wiedziałam tylko: Tyt.„Rok Diabła” Reż. Peter Zelenka
I zobaczyłam tam na ekranie anioła stróża, nie swojego, ale jednak. Mój siedział obok i opierał swoją głowę na moim ramieniu. Zobaczyłam też Ciebie i usłyszałam muzykę. Nohavica-Mikymauz
To ciekawe, że tak wiele teraz mam znaków od kiedy przegoniłam swojego anioła. To on podszepnął mi ten film.Wydaje mi się. Nie wydaje mi się.Mój Anioł był tam ze mną.Tam w kinie, potem na przystanku,potem w autobusie.Siedział znów obok, widziałam jego odbicie w szybie,nie patrzył na mnie.Siedział. Mimo tych okropnych słów,które mu sprzedałam. Mimo tych okropnych wymiocin,które wsiąknęły w papier. Mówił: WYBACZAM
Chciałabym napisać, że nie.
Ale tak jest. -------------------------------------------------------------------------------------------------
Rankiem mnie budzi ciemność więc dłonią szukam tętna czy w żyłach mych pulsuje jeszcze krew obojętna czy już po tamtym świecie chodzę w trumiennych butach marność to wszystko marność brzmi wciąż ta sama nuta
Niema co nie ma jak dlaczego ani dokąd nie ma z kim nie ma o czym każdy jest sam ze sobą wychudły Don Quijote na szkapie mknie ulicą a Bóg to ślepy szofer siedzący za kierownicą
Znów włączam telefon odbiornik obcych życzeń nachodzą mnie złe wieści jak policja o świcie pożegnać sen i wciągnąć znów jawy cztery łyki chciałbym się śmiać ale mam uśmiech Myszki Miki ranki bym skreślił
W radiu znów Chick Corea poranne panaceum doprawdy jest wesoło prawie tak jak w mauzoleum w kolejce do mumii mam kręgi pod oczami jutrzenka w barwie różu już mych zmysłów nie omami
Rozwijasz wciąż przede mną własny ideał stadła z dnia na dzień bardziej ziębną nasze dołki w prześcieradłach rachunek win i sumień robimy przed wieczorem przeze mnie czy przez ciebie drwal rozdzielił nas toporem
Dwa łóżka podzielone na dwa suwerenne kraje kolczasty drut nas dzieli i ością w gardle staje nie myśleć o tym zasnąć bo sen to słodka słabość umarła we mnie miłość wyparowała radość druty bym skreślił
Świt to przeklęta pora minuty ery całe gdy rzeczy nie są czarne ale także nie są białe gdy nie ma dnia ni nocy brakuje światłocienia czuwanie jest bólem bez błogiego znieczulenia
Czuję szalone tętno i coś mnie w lędźwiach kłuje chciałbym się nie obudzić nie myśleć i nie ulec zwinięty w kłębek słyszę że w kącie łkasz boleśnie na życie już za późno a na śmierć jeszcze wcześnie
Za naszym słodkim wczoraj zapadła głucho klamka kawa jest już wypita i stłuczona filiżanka złośliwość rzeczy martwych dawno udowodniono chleb z masłem spada na podłogę niewłaściwą stroną masło bym skreślił
Mówisz mi o nadziei a myśli ci się plączą jak obce satelity które nad ziemią krążą myśl o nagości własnej jeszcze mą próżność łechce dwadzieścia lat gadałem a teraz mówić nie chcę
W klozecie na plakacie mam śliczną tłustą świnię patrzymy sobie w oczy a woda z szumem płynie wszystko już powiedziano i w szambie utopiono a mnie w tym raju paroma kwadransami obdarzono
Znów dłonią szukam tętna za oknem jutro wstaje za ścianą radio rzęzi sygnały dnia nadaje pożegnać sen i wciągnąć znów jawy cztery łyki chciałbym się śmiać ale mam uśmiech Myszki Miki miłość bym skreślił
Przeszłe wizje przychodzą do mnie w najmniej odpowiednich momentach. Czasami zawieszam się na pół godziny uczepiona Twoich barków. Czasami padam przytrzymać się śladów stóp zakochanych par. Zanim wsiąknę w beton dostrzegam ich intymność. Oni nie patrzą.Oni nawzajem w dłoniach które są jedną dłonią. Mam taką bluzkę w basy. Specjalnie i z premedytacją. By móc śmiać się z siebie.Po trosze z Arnmundur-a z wyspy. Po trosze z wysp na Twoich tęczówkach. I ze sztormów jakie mają miejsce na tych wyspach. Śmiać się. Potrafię się śmiać. (tylko ten strach, że moje usta się rozerwą) Wizje przyszłe? Nie przyszły.
Co zostało napisane nie mogę wymazać, choć to tylko Twoja kochanka-ołówek. A co powiedziane nie mogę przemilczeć. Jednego oprócz śladów się jeszcze trzymam: Co zrodzone dla dźwięku- jest święte.